Pędrek, czyli optymizm i czeskie upiory
Piątego dnia przeglądu mieliśmy okazję obejrzeć dwa, zupełnie przeciwstawne spektakle - "Wyrzutka" Unii teatr Niemożliwy, będącego połączeniem moralitetu i oświeceniowej powiastki filozoficznej i "Dybbuka" Teatru Novogo Fronta, mrocznej opowieści opartej na żydowskiej legendzie.
PĘDREK WYRZUTEK, CZYLI W POSZUKIWANIU SAMEGO SIEBIE
Spektakl "Wyrzutek" to najnowsza premiera Unii Teatr Niemożliwy, oparta na motywach opowiadania Stefana Themersona. I choć książka Themersona adresowana jest zarówno do dzieci, które może zaciekawić wędrówka Pędrka, jak i do dorosłych, którzy mogą znaleźć w niej odniesienia do reguł rządzących światem, Unia Teatr Niemożliwy na jej podstawie stworzyła coś na kształt średniowiecznego moralitetu - wybitnie dla dorosłych.
Mamy zatem Pędrka - istotę, o której "ludzie myśleli, że jest w nim coś psiego, psy zaś były zdania, że w nim jest coś człowieczego... Ryby piły myślały, że w nim jest coś ze słowika i dziwiły się, że nie śpiewa...". W tej sytuacji Pędrek postanawia wyruszyć w świat, aby znaleźć kogoś mądrzejszego, kto powie mu, kim jest. Bierze ze sobą walizkę i lusterko, w którym czasem się przegląda, jakby pytał go, kim naprawdę jest i zaczyna swoją wędrówkę. Trafia do wielu krain - do profesora Ach Acha Ocho, do kraju, gdzie żyją ludzie z trójkątnymi głowami, do wojennego teatru, wszędzie zaś tam odkrywa jedną prawdę - nie pasuje do żadnego z tych światów, w dodatku każdy z nich ma swoje reguły i logikę, które dla Pędrka wydają się cokolwiek dziwne i, patrząc obiektywnym okiem, stanowią nie konieczność, tylko wybryk, zachciankę osoby, która miała na tyle siły, aby narzucić je innym.
Oszczędna jest scenografia, warstwa plastyczna spektaklu - w przypadku Pędrka nikt nie bawił się na szczęście w odtwarzanie krzyżówki człowieka, psa, ryby i słowika; Pędrek jest zwykłym człowiekiem, ubranym w niepozorną, szarą marynarkę. Na tle spotykanych po drodze postaci - istot o wielkich, albo trójkątnych głowach, ubranych w stroje o krzykliwych kolorach, Pędrek wygląda rozbrajająco normalnie, jak człowiek przez przypadek wrzucony do surrealistycznego obrazu, co podkreśla jego inność i zagubienie lepiej, niż najwierniejszy nawet kostium. Twórcy uciekają się do różnych środków obrazowania - niektóre postacie kreowane są za pomocą lalek, niektóre za pomocą przebrań czy masek, za całość zaś odpowiada dwójka aktorów, którzy wcielają się we wszystkie napotykane postacie. Scenografię stanowi pięć drewnianych płyt położonych na scenie - świat spektaklu jest zatem odcięty od jakiejkolwiek znanej nam formy, obywa się bez zbędnych ozdobników tak, by rzeczywistość "Wyrzutka" można było przypasować do każdej innej rzeczywistości, żeby skupiać się nie na szczegółach, lecz na uniwersaliach.
Spektakl bowiem od strony wizualnej skłania się bardzo mocno ku surrealizmowi, jeśli zaś chodzi o formę, przypomina trochę średniowieczny moralitet, a trochę - oświeceniową przypowiastkę w stylu wolterowskiego "Kandyda". Pędrka można by równie dobrze nazwać Everymanem, jego wędrówka bowiem oddaje poszukiwania własnej tożsamości, jakie prowadzi każdy człowiek. Zaś w krajach, które Pędrek odwiedza, w ich dziwnych zasadach, odnajdujemy logikę i reguły, rządzące naszym światem. Dlatego też twórcy nie stronią od groteski - śmiejemy się z kłótni o granicę, czy z prawa do tworzenia rzeczy nowych, by po chwili zorientować się, że podobne przypadki, podobne mechanizmy zachodzą i w naszym świecie.
Z tego też względu "Wyrzutek" jest opowieścią bardzo uniwersalną, oddającą ogólnoludzki charakter. Nie zawsze wychodzi mu to na dobre - czasem bowiem symbole i alegorie wydają się za bardzo ogólne, co nadaje spektaklowi zbyt wiele znaczeń. W efekcie momentami widz miota się między jedną a drugą interpretacją, nie jest to zaś twórcza rozterka, tylko zwykłe zagubienie, które nie skłania do dalszego namysłu, lecz do machnięcia na to wszystko ręką. Przydałoby się "Wyrzutkowi" małe zawężenie zakresu, trochę więcej określenia , osadzenia w jakiejkolwiek rzeczywistości - czasem bowiem bywa tak, że opowieści o wszystkim stają się powoli opowieściami o niczym.
NOWE FORMY W TEATRZE, CZYLI "DYBBUK"
Jest taka scena w "Mewie", prezentowanej na przeglądzie w trakcie trzeciego dnia, kiedy jeden z aktorów krzyczy: "to są nowe formy w teatrze"; ja zaś, gdy oglądałam "Dybbuka", miałam szczerą ochotę ten okrzyk powtórzyć.
Teatr Novogo Fronta jest jednym z bardziej znanych teatrów awangardowych w Europie. Powstał w Petersburgu, w 1993 roku, aktualnie działa w Pradze. Wielokrotny laureat różnych nagród, w tym Fringe First na Edinburgh Fringe Festival 2004, tworzy swój własny język teatru, opierając go na pracy z ciałem aktora i przestrzenią, w jakiej ono się znajduje - bazuje na tańcu, sztuce cyrkowej, oddziałuje na widzów poprzez spektakularne zagospodarowanie sceny. Spektakl swoje źródło bierze z żydowskiej legendy o dybuku, duszy zmarłego, która poszukuje żywej osoby, aby wtargnąć w jej ciało i przemówić jej ustami. Motyw wielokrotnie pojawiał się, czy to w teatrze, czy to w muzyce, czy też w filmie, TNF prezentuje jednak historię dybuka na swój niepowtarzalny i zapierający dech w piersiach sposób.
Zaczyna się iście po hitchcockowsku, zgodnie z zasadą "najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie". Już pierwsza scena spektaklu przerzuca brutalnie z dobrze nam znanego świata, do rzeczywistości, jaką kreuje TNF, w której nic nie jest pewne. Można dyskutować nad tym, co konkretnie prezentuje Dybbuk, jaka jest jego fabuła - w sztuce nie pada bowiem ani jedno słowo, a głównym środkiem wyrazu staje się ciało aktorki, która historię dybuka opowiada za pomocą tańca. Niektórzy widzą w spektaklu historię wędrówki duszy zmarłego, historię zmieniania wcieleń i szukania tego właściwego, inni uznają Dybbuka za rozpisany na trzy osoby dramat zakochanych - sztuka zawiera wiele miejsc niedookreślonych, czekających na swoje wypełnienie przez widza, a gestom i ruchom Iriny Andreevy, jedynej aktorki grającej w Dybbuku, można nadawać różne znaczenia, zależne już od wyobraźni i wrażliwości widza. Andreeva w swojej grze łączy teatr tańca i sztukę cyrkową, nie stroni od akrobacji, i choć jej ruchy nie zawsze są idealnie płynne, oddają jednak "nieludzkość" dybbuka, melancholię i smutek istoty skazanej na tułaczkę po śmierci.
Z jednej strony bowiem mamy taniec, który służy do opowiadania historii - drugim jednak, równie ważnym elementem staje się scenografia, wprowadzająca widza w nastrój mistyczny i pełen grozy. Światła, muzyka, ciemna tonacja sceny, dym - to wszystko budzi u widza wrażenie, że zaraz wydarzy się coś niecodziennego, może nawet strasznego; sprawia też, że "Dybbuka" ogląda się w autentycznym napięciu. Spektakl staje się misterium tremens - misterium grozy, ale też majestatu, który uderza w najciemniejsze zakamarki, najbardziej utajone lęki człowieka, stłoczone gdzieś pod XXI - wiecznym racjonalizmem. Nie bez kozery TNF sięga po starą, żydowską legendę - dybuki spędzały kiedyś sen z powiek pobożnym i niepobożnym Żydom, odwracały bowiem naturalny bieg świata, powracając po śmierci jako wysłannicy świata, o którym nikt nic nie wiedział. Racjonaliści mogą nazywać to zabobonem, u podstaw wiary w dybuki leżała jednak nadzieja w życie pośmiertne, ale też lęk przed nim - dybbuki, jak też strzygi czy upiory i inne wytwory fantazji ludowej, stanowią zatem uboczny efekt rozbudowanej psychologii człowieka, próbę uporządkowania świata, wtłoczenia sfery śmiertelności w jakieś ramy. Temat dybuka ciągle w powraca w sztuce, świadcząc o tym, że wizja powrotu po śmierci jest ciągle kusząca; choć już wiadomo, że nie ma na to żadnych szans, korci nas, żeby sobie chociaż wyobrazić, "jak to by było gdyby...". Dybuk jest więc jedną z możliwych opcji takiego powrotu, stając się archetypem istoty zawieszonej pomiędzy życiem a śmiercią.
Dochodzimy zatem do istoty TNF - wystarczy przejrzeć tematykę ich spektakli, a by stwierdzić, że bazują na takich właśnie, archetypicznych, leżących gdzieś u podstaw kultury historiach, prezentując je w uniwersalny, zrozumiały dla każdego sposób, odwołując się do pogranicza naszej własnej psychiki i tego, co wpoiła w nas kultura. To może tłumaczyć fenomen ich sukcesu, pozytywny odbiór w różnych krajach, różnych kulturach - TNF po prostu odwołuje się do wspólnych elementów w świadomości ludzkiej, posługując się językiem tańca i ruchu, jako zrozumiałym dla każdego. Pozostaje tylko życzyć sobie więcej takich teatrów - nie tylko mających odwagę pokazać coś innego, ale też umiejących znaleźć konkretny, ważny temat do ukazania. W innym wypadku bowiem teatr może łatwo zmienić się w bezsensowny korowód poruszających obrazów - TNF jednak jak na razie nie grozi to zupełnie.
Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
6 października 2008
Unia Teatr Niemożliwy
Stefan Themerson
"Wyrzutek"
reżyseria i adaptacja: Robert Drobniuch
scenografia: Anna Chadaj
muzyka: Michał Górczyński
obsada: Justyna Figacz, Adam Wnuczko, Maciej Dużyński
premiera: 30 grudnia 2007 r., Stara Prochoffnia.
Teatr Novogo Fronta
Dybbuk
Solowy spektakl Iriny Andreevy
VIII Międzynarodowy Przegląd Inicjatyw Teatralnych Białysztuk Diagonal w Białymstoku